niedziela, 20 maja 2018

Więźniowie Słów.


Więźniowie Słów.  
  
Słowa zaszyte uczuciami 
są zniewolonymi marzeniami 
Ostrym sztyletem przybite 
Odbierają mi znów skrzydeł 
  
Chcę pofrunąć ich lotem 
wypuścić choć jeden raz 
Zobaczyć co skrywają 
i ujrzeć ich blask 
  
Ciężką kotwicą przybity 
do tonącego już statku 
Ogromnym żalem okryty 
wśród burzowych chmur 
  
A mimo to, wciąż 
szukam mych skrzydeł 
by raz drogę odnaleźć 
I do Twego serca dojść


Tekturowe życie.



Tekturowe życie. 

Wszędzie tylko oni. 
Puści, głośni, życia głodni. 
Biegną, gdzieś, gdziekolwiek 
Ja stoję, w samotni. 

Nie wiem już, 
Co jest prawdą, 
A co kłamstwem. 
Jak pokierować życiem. 

Zgubiłem się. 
Wokół mnie ciemno, 
Brak światła i drogowskazu. 
Brak już prostej drogi. 

Stałem się tak kruchy 
Niczym kawałek tektury. 
Który złamać można od tak, 
Samymi palcami. 

Spóźniłem się.

Spóźniłem się 
na ostatni pociąg, 
do krainy snów. 
Trzeba się obudzić. 

Zastygłe spojrzenie 
Szarości dnia, tak jałowe. 
Bezwładnie lgnę 
przez morze straconych sekund. 

Każdy dzień- cisza. 
Brak nawet powietrza.
I ono zniknęło.
Duszę się. 

Nadaj mi koloru, 
I dźwięku daj sercu. 
Spraw bym znów żył, 
Bym miał dla kogo być.